Poczucie natury w twórczości celtyckiej

Obok tych postaci tak typowych, że stały się poniekąd symbolami, znakami stałymi w literaturze – iw ogóle w kulturze powszechnej, na równi z niektórymi postaciami literatury greckiej – dostarczyli Celtowie autorom innych narodów przebogatego zbioru rekwizytów. Nie zamierzamy dokonywać tu ich przeglądu. Najpowszechniej znane, te, których wniesienia do literatury nikt Celtom nie odmawia, to przeróżne duchy i duszki, czary, zwierzęta pomocne, rycerze zabijani codziennie, by znów powstawać do walki, zamki zaklęte, słowem, cały ten ogromny zasób sposobów, których pisarze średniowieczni i wielu nowożytnych używa i nadużywa tak chętnie dla urozmaicenia opowiadania, minio dotkliwych satyr Ariosta i Cervantesa. To, co u Celtów było upostaciowaniem szczerych uczuć i wzruszeń, stało się u innych kliszą. Niektóre jednak z tematów pochodzenia celtyckiego zachowały i gdzie indziej swą wartość symboliczną i wzbogaciły istotnie dorobek powszechny. Taki jest w pewnej mierze temat wróżki źródlanej, Viviany czy Meluzyny, który nie zatracił świeżości, l aki jest przede wszystkim temat czary świętej, źródła łask i natchnienia, stróżowanej w głębi niedostępnych puszcz górskich przez mężów dobranych. Skrzyżowany z tematami innymi, pochodzenia wschodniego, przekształcił się on pod wpływem mistyki chrześcijańskiej w temat świętego Graala.

czytaj dalej

WKŁAD CELTÓW W LITERATURZE POWSZECHNEJ CZ. III

Wielkie różnorodnością i bogactwem, wielkie potęgą natchnienia. Po dziś dzień wzruszają nas losy i cierpienia obłąkanych miłością Trystana i Izoldy, nie jest nam obcy Lancelot, rycerz wytworny, który, jeśli wierzyć Dantemu, przywiódł do grzechu tragicznych kochanków z Rimini. W wieku XIII – tak dawno – opowieść o świętym Graalu, owej czarze szmaragdowej, w którą spłynęła była krew Ukrzyżowanego, o rycernych i cnotliwych strażnikach jej, z Percevalem na czele, rozbudzała tęskoty tych, którzy na tym padole nie jednym tylko chlebem żyć chcieli. W XIX w. ta sama opowieść, przekształcona na muzyczny dramat-misterium przez wielkiego Wagnera, wzrusza nas na nowo, jak wzrusza żeglujący po morzach dalekich w poszukiwaniu raju ziemskiego święty Brandan. Czech Zeyer opowiedział go nam raz jeszcze w wieku XIX i ktokolwiek weźmie do ręki poemat jego (przekład polski Miriama-Prze- 6myckiego), tyle tam znajdzie świeżego uroku, że nie spostrzeże, iż ma do czynienia z jeszcze jedną przeróbką rzeczy przerabianej setki razy. Ale po cóż wyliczać powieści i wątki? Dość przypomnieć, że z celtyckiego początku wywodzą się dwa arcydzieła dwu twórców, którym równych ludzkość nie wydała od czasu Homera. Już za to jedno należałaby się wdzięczność Irlandczykom, że rozwinąwszy i w ujęciach łacińskich rozpowszechniwszy swą literaturę wizyjną stworzyli ramy, w których Dante zaniknął następnie swą własną wizję piekła, czyśćca i raju. I to wystarcza, hy podania walijskie nie zatraciły się w niepamięci, że jedno ,z nich, przez Gotfryda z Monmouth napisane, o losach żałosnych króla Llyra i trzech córek jego, a przez Hollinsheda wiernie powtórzone, dostarczyło Szekspirowi wątku do Króla Leara. A i trzeci twórca, którego imię sławne jest nie tylko w jego narodzie, Hiszpan Calderon, pisząc jeden z najpiękniejszych swoich dramatów El Purgatorio de San Patricio, czyi nie oparł się był na podaniu irlandzkim o czyśćcu, uczynionym dostępnym przez apostoła Erynu?

czytaj dalej

LITERATURY KÓRNICKA I BRETONSKO-ARMORYKANSKA CZ. II

Najdawniejszy zachowany pomnik tej literatury sięga końca wieku XI. Jest to tzw. „tragedia“, właściwie misterium o temacie żałosnym, Żywot święte} Nonny i jej syna, świętego Dawida. ‚ ‚ ‚ ‚ „-‚s: | Z czasów późniejszych, zwłaszcza z drugiej połowy wieku XVIII i z początku XIX, mamy znaczną ilość podobnych „tragedii“: zebrano ich razem przeszło setkę. Cieszyły się one ogromnym powodzeniem u ludu, który często wbrew zakazom władzy kościelnej, dopatrującej się bezczeszczenia świętych rzeczy w przedstawieniach prostackich, niejednokrotnie własnymi siłami inscenizował ulubione utwory. Granie ich, czytanie i kopiowanie uchodziło u wieśniaków i drobnych mieszczan za zasługę przed Bogiem. „Tragedie” bre- tońskie wywodzą się z francuskich misteriów średniowiecznych i często są tylko nieudolnymi ich przeróbkami. Ale niektóre osnute są na tematach bretońskich, nie francuskich, przedstawiają na przykład żywoty świętych lokalnych, tak jak lud słyszał je opowiadane w kazaniach, z dodatkiem legend. Jest także trochę „tragedii“, których wątku dostarczyły romanse rycerskie, dawno już zapomniane we Francji. Przeważnie są to utwory dość nieudolne, o konstrukcji luźnej, pełne powtórzeń, tyrad, ciągnących się przez kilka stronic. Język roi się od słów i zwrotów francuskich, które autorom wydawały się uczeńsze i dostojniejsze niż własne. Typowym przykładem takiego nużącego i wręcz nudnego misterium jest Miron er de la Morf. akcji żadnej, tylko dialogi między Bogiem i świętymi, między świętymi, między aniołami i diabłem, między cnotą i grzechem. Ale w innych są poszczególne sceny dobre, nawet bardzo dobre. Niewprawny autor Świętej Tryfiny, na przykład, zdobywa się od czasu do czasu na sytuację naprawdę efektowną i na dialog, w którym głębokie wzruszenie religijne znajduje wyraz, wprawdzie naiwny, niemniej dobitny. Obok „tragedyj“ mamy trzy tylko farsy, z których dwie mają za temat „zapusty“. Są typu podobnego do francuskich soties z wieku XV, ale pochodzą !z końca XVIII i XIX. Słowem, mamy tu do czynienia z przeszczepionym na inny grunt przeżytkiem, tym ciekawszym, że ilość zachowanych utworów pozwala nam zdać sobie sprawę lepiej niż bezpośrednio we Francji czy gdzie indziej, czym był średniowieczny teatr ludowy.

czytaj dalej

Odrodzenie poezji opiewającej zdarzenia aktualne

Trzeba przyznać, że to „srebro“ nie jest najlepszej próby. Skrępowana przepisami uchwalonymi przez eisteddjod r. 1451 poezja, nawet miłosna, staje się sztywną, zimną. Nagromadzenie słów i igranie kunsztownymi rozmiarami źle maskuje jej bezduszność. Taką jest nawet poezja najzdolniejszego z twórców tego czasu, Dafydda ab Edmwnd (żył w r. 1451). Ci, którzy jak poeta wieku XV, Bedo Brwynllys, wzorować się chcą na Dafyddzie ab Gwilym, zdobywają się kosztem ogromnego i wyczuwalnego wysiłku na podobne igraszki rytmami, nie osiągają jednak tym samym ani jego ruchliwości myślowej, ani plastyczności uczucia.

czytaj dalej

POEZJA WALIJSKA OD W. XI DO KOlSlCA XIII CZ. II

Ale poezja aktualności politycznej i wojennej nie ogranicza się do pane- giryków. Wydała ona także sporo utworów opiewających zwycięstwa i klęski, oraz opisowe, dotyczące stanu kraju. Wśród nich na pierwszym miejscu postawimy dwa, których autorem jest Owein Cyfeiliog (czyt. Kywejljog), książę na Powys (zm. 1197). Jeden, Wędrówka po Powys, jest opowieścią o podróży okrężnej Oweina po swoim księstwie w celu zebrania danin i przyjęcia hołdów. Poza doniosłością dokumentarną Wędrówkę wyróżnia trafność obserwacji, zanotowanej krótko i wyraziście. Ale drugi poemat, zatytułowany Hirlas, jest prawdziwą perłą, wytrzymującą porównanie z największymi arcydziełami epiki jakiegokolwiek kraju. Hirlas to imię rogu, z którego książę Owein i jego rycerze piją na ucztach uroczystych. Bitwa skończona. Wodzowie i wojownicy zebrali się wieczorem i cieszą się ze zwycięstwa. Owein przewodzi. W strofach, z których każda zaczyna się słowami „nalej, podczaszy!“, rozkazuje podawać Hirlas obecnym i wspomina ich czyny. Przychodzi kolej na Tudura: „Nalej, podczaszy! pod gardłem: nalej po brzegi zaszczytny róg naszych radości! róg honorowy, długi, obficie zdobny starym srebrem: podaj Tudurowi, orłu rzezi, napój szczery, wino płowe: jeśli teraz nie najlepszy miód pić będziemy, odpowiesz mi głową!“. Po czym Owein wspomina Moreiddiga, brata Tudura, i wychwala icli obu, jako że „wszędzie ich pełno, gdzie tylko tłok bitewny, gdzie krwią spływają oszczepy“ – i zwraca oczy ku nim, by skłonić się. Przed mim dwa miejsca wolne. Przypomina sobie nagle, że tegoż rana polegli obaj, przypomina sobie, jak słuch jego rozdarło straszne wycie zarzynanych dwu ludzi. Pieśń triumfalna załamuje się: „Straciłem ich! o Chryste, jakżem smutny, jakżem bolesny!“.

czytaj dalej

POEZJA WALIJSKA OD W. XI DO KOlSlCA XIII

Począwszy od wieku XI do końca XIII zauważamy bardzo !znaczne wzmożenie się twórczości poetyckiej walijskiej. Jest ono ilościowe: mamy z okresu tego więcej utworów niż z poprzedniego nie tylko dlatego, że więcej zachowało się, ale również dlatego, że więcej się pisze. Wzbogaca się również poezja nowymi rodzajami, a dawniej uprawiane różnicują się. Przede wszystkim jednak oczyszcza się natchnienie poetyckie, pozbywa się szybko niby-filozoficz- nego balastu, który czyni wiele z utworów wieku IX i X tak mało strawnymi. Wprawdzie nie zanika bynajmniej zamiłowanie do proroctw, nie zanika żyłka symbolistyczna. Ale wyraz ich jest już inny, prostszy, jaśniejszy. Symbol przechodzi w metaforę, w porównanie, w zestawienie obrazów powiększających działanie efektu dramatycznego lub nadających wzruszeniu specyficzny odcień.

czytaj dalej

Walijski romans rycerski – kontynuacja

Na każdym kroku zaklęte zamki, szlachetne panie znające się na czarach i umiejące przybrać inną postać, jak te wróżki, którymi wieśniacy kimryccy zaludniają dotychczas pieczary, jeziora i źródła swego kraju. Romans rycerski walijski pełen jest folkloru, który zwykle nie jest jedynie rekwizytem dodatkowym, dekoracją – tę rolę gra on w Geraint ag Enid – ale jest częścią składową treści najgłębszej. Wśród opowieści młodszych, choć nie najmłod szych, jest jedna, Math ab Mathonwy, która od początku do końca jest opowieścią o czarach, przemianach postaci ludzkiej w zwierzęta, tworzeniem niewiast z kwiatów, zaklęciach, wcieleniach. Aczkolwiek treść mitów pogańskich przestała już być od dawna przedmiotem wiary bezwzględnej, żyją one w Mabi- nogion dalej jako niewyczerpane źródło natchnienia. Autorzy nie czerpią z nich po to tylko, by bawić czy dziwić. Traktują je tak samo, jak historię i jak obserwacje rzeczywistego życia ludzkiego. Stosunek ich do cudowności jest szczery i prosty, i to zaznacza się tak wyraźnie w ich utworach, że wystarcza, by postawić je oddzielnie od średniowiecznych tzw. romans d’aventures kontynentalnych. Młodsze opowieści nie przeciwstawiają się starszym. Są późniejszym stadium jednolitego rozwoju.

czytaj dalej

POWIEŚĆ ŚREDNIOWIECZNA CZ. II

Z tego okresu pochodzą redakcje czterech pierwszych Mabinogion, mianowicie Pwyll, Branwen, Manawyddan, Lludd ag Llewelys. Stadium następne odpowiada drugiej połowie wieku XII, gdy z jednej strony patriotyzm walijski podniecony został dzięki powodzeniu wielkiego (powstania 1136-1140 r., a z drugiej wpływ kultury rycerskiej francuskiej zarówno obyczajowej, jak literackiej rozszerza się szybko w Walii. Powstają wówczas inne opowieści objęte tymże zbiorem, jak Sen Maxena, tj. cesarza Maximusa, który przedstawiony jest jako kimryckiego pochodzenia zdobywca świata i fundator władztwa Kimrów w całej Wielkiej Brytanii, jak długa i szeroka. Stąd wniosek prosty, że są oni prawowitymi dziedzicami nie tylko Walii. Podniesienie się temperatury uczuć narodowych zaznacza się również tym, że wszystkie dalsze opowieści, zawarte w Mabinogion, związane są z sobą postacią króla Artura. Przy tym ten bohater dawnych walk z najeźdźcą anglosaskim stał -się symbolem wspaniałości brytańskiej i wcieleniem prawa Kimrów do panowania. Król Artur z Mabinogion jest spadkobiercą rzymskich władców wyspy. Wraz z dworem swoim rezyduje on w Caerłlion (dziś Colchester), dawnym Castrum Legionis, skąd niegdyś legaci cesarscy zarządzali Brytanią. Dwór ten jest punktem zbornym tych wszystkich, którzy celują odwagą, siłą ramienia, hojnością, wiernością. Nigdy nie było i nigdy nie będzie tylu zebranych razem i tak wielkich bohaterów, jak u Artura, któremu ich czyny tym większego dodają blasku, że wszyscy oni są jego krewnymi, wychowankami, że opiekuje się on każdym.

czytaj dalej

Taliessin i Myrddin

Obok tych czysto lub przeważnie mitologicznych opowieści istniały z dawien dawna inne, których postaciami głównymi byli bohaterowie kulturowi. Więc Hu Gadarn (czyt. Hii) i Elldud, którzy nauczyli ludzi orania: Coli, który odkrył użytek pszenicy i jęczmienia, Ceraint Feddw (czyt. Kerajnt Wędlin), który dzięki pomocy cudownego dzika wynalazł warzenie piwa. Mamy o nich i o innych im podobnych wiadomości, niestety bardzo skąpe, ze wzmianek u historyków i genealogów średniowiecznych oraz z tzw. triad, krótkich tekstów, w których dla łatwiejszego zapamiętania łączone są rzeczy podobne w trójki. Do bohaterów kulturowych należą również, dla niektórych cech swoich, wspomniani już Taliessin i Myrddin, dwaj wieszcze, przed którymi nic nie było ukryte i którzy ludowi swemu objawili przeszłość, teraźniejszość i przyszłość oraz sformułowali zasady życia moralnego i prawnego. Aczkolwiek opowieść, którą o pierwszym z nich posiadamy, zredagowana została w obecnej swej postaci ulopiero w wieku XIV, wątek jej jest niezmiernie starożytny. Jest to wątek wcieleń kolejnych, o których człowiek półboski zachował pamięć dokładną, jak w Irlandii Tuan mac Cairill, w Grecji Pitagoras. Co więcej, mamy w tekstach wczesnośredniowiecznych liczne aluzje do przygód cudownych Taliessina, aluzje, które w świetle późniejszej opowieści stają się zrozumiale. Co do Myrddina-Merlina, już Nennius wspomina o tym, że był zrodzony z dziewicy, był przeto również wcieleniem jakiejś poprzednio żyjącej istoty ludzkiej czy boskiej, a wniosek ten potwierdzony jest przez to, że już w niemowlęctwie wieszcz posiada mądrość starca. Innym zgoła typem bohatera jest Peredur ab Efrawc (czyt. Ewrauk), wojownik prostaczy, ale niezwyciężony, który wędruje po świecie w poszukiwaniu olbrzymów i potworów. Znamy go przede wszystkim z opowieści w Mabinogion, gdzie przedzierzgnął się już w błędnego rycerza. Ale ślady jego charakteru dawnego pozostały, ślady tych czasów, gdy był Heraklesem kimryckim, zaklętym na dokonanie prac.

czytaj dalej

EPOS NAJDAWNIEJSZY CZ. II

Następnie cykl Dzieci Llyra. Pod tytułem tym powstała w Walii w wieku XII (XI?) opowieść osobna, której postaci główne nie mają już nic boskiego, a która za pośrednictwem Gotfryda z Monmouth przeniknęła do literatury angielskiej i posłużyła Szekspirowi za temat do Króla Leara. Dowodem tego, jak popularni byli potomkowie Oceanu {Llyr, Lir w krajach celtyckich), jest, że i w Irlandii mamy opowieść o Losach dzieci Lira, przy tym na temat odmienny: mianowicie powszechnie znany temat złej macochy wypędzającej z domu dzieci, które uratowane zostają od zguby przez siostrę, ale kosztem przybrania postaci łabędziej. W Mabinogion dzieci Llyra, wśród których rolę pierwszą gra Manawyddan, mają jeszcze wyraźnie boskie cechy. Opowieści mityczne dotyczyły prześladowania tych bóstw przez bóstwa inne, złe i potężne czarami bóstwa podziemne i śmiercionośne. Więżą one potomstwo Llyra, czynią z kraju bezludną pustynię. Ale Manawyddan wybawia swoich krewnych przemyślnością i pracą. W Mabinogi swoim ma cechy bohatera kulturowego, wynalazcy rzemiosł i upraw zbóż: niby Dionizos grecki. Z innych potomków Llyra, względnie ich krewnych i powinowatych, byli bohaterami osobnych opowieści mitologicznych Brali i Branwen, Pryderi, bóg młody i zawołany myśliwy, oraz Rhiannon, naprzód małżonka boga Zaświata, potem Pryderiego, udręczona niewinnie matka dziecka porwanego przez potwora. Ma ona cecby wspólne z grecką Demeter. Bran, przezwany Bendigeit, tj.

czytaj dalej

ZAGADNIENIE EPOSU WALIJSKIEGO

Brak w Walii opowieści epickich równych wiekiem irlandzkim. Siady istnienia niegdyś takich opowieści. Wśród zachowanych tekstów walijskich próżno szukać opowieści epickich, równie z ducha i z postaci zewnętrznej archaicznych, jak irlandzkie. Społeczeństwo, którego obraz odbija się w produkcji poetyckiej najstarszej, żyje kulturą o tysiąc lat młodszą niż Irlandczycy cyklu ulackiego. Zaledwie przeminęły, nie pozostawiwszy na nim śladu, czterowiekowe rządy rzymskie, a wpływ Kościoła zdążył przeniknąć już głęboko. Ustrój, obyczaj, sprzęt odpowiadają najwcześniej okresowi wielkiego najazdu anglosaskiego, tj. drugiej połowie wieku V i początkowi VI po Chr. Co do formy, posiadamy wprawdzie jedną opowieść walijską, Historią Taliessina, w której wiersz użyty jest na przemian z prozą, jak w opowieściach irlandzkich. Ale to podobieństwo pozorne. Ma się do czynienia z dwoma elementami zupełnie różnego pochodzenia i nie związanymi z sobą organicznie: z jednej strony z prozaiczną opowieścią o urodzeniu, o wcieleniach i o przygodach półmityciznego wieszcza Taliessina, z drugiej – z utworami wierszowanymi, które przypisywane mu były i które przy sposobności zostały mu włożone w usta.

czytaj dalej

Rob Donn aka Robert Mackay

Wśród tego, co powstało, jest wszystkiego po trochu: bojowe pieśni jakobickie i ballada o bitwie pod Falkirk, której poeta był uczestnikiem za młodu: pieśni miłosne, spośród których jedna, do żony, zaczynająca się od słów: Mairi bhan óg (czyt. Majri van 6g, tj. Mario, kobieto młodziutka) uchodzi za najpiękniejsze i najsubtelniejsze wyznanie, jakie istnieje w całej poezji szkockiej: poematy uczuciowe, komiczne, satyryczne… Nade wszystko jest jednak Duncan Ban piewcą życia pasterskiego i myśliwskiego Gór Szkockich, tak że nazwano go Robertem Burnsem Wyżyny. Tylko że nie ma w jego poezji ani śladu goryczy Burnsa, no – i nie ma też jego polotu myśli. Duncan Ban nie filozofuje, ale żyje i cieszy się szczerze i po prostu tym, co w życiu jest radosne, nie doszukując się w nim sprzeczności, fałszu, niesprawiedliwości. Na szczególne wyróżnienie zasługuje poemat o Jeleniu z Ben Dorain, na przemian w strofach i antystrofach, o ciekawie zmiennym rozmiarze, zastosowanym do akompaniamentu góralskiej kobzy. Bardzo piękny jest też poemat pod tytułem Coire Cheathaigh, Zamglony żleb: jest to opis krajobrazu oglądanego z miejsca, gdzie łowczy Duncan Ban miał stanowisko myśliwskie.

czytaj dalej